Odczuwam głębokie powołanie do tego, by być Twoim uczniem, by wpierw samemu otworzyć swe serce na Twoje słowo, na Twoją obecność, by potem móc dzielić się tym doświadczeniem z innymi. I zaskakujesz mnie najbardziej, gdy przypominasz mi, że największym sensem bycia Twoim uczniem jest po prostu towarzyszenie Ci, bycie z Tobą. Gdy powołujesz Dwunastu to, chcesz, aby Ci towarzyszyli, a dopiero potem, by czynili znaki. Przypominasz im, żeby nie cieszyli się z tego, że mogą wypędzać złe duchy, ale z tego, że ich imiona są zapisane w niebie. A więc być Twoim apostołem to po prostu być z Tobą, towarzyszyć Ci i odkrywać w tym większy sens niż w działaniu, które może często wypływa z dobrej woli, ale nie ma wiele wspólnego z pełnym przyjaźni i pokory zjednoczeniem z Tobą. Ileż w moim życiu hałasu działania, mówienia, a jak mało pokoju i cichości płynących z bycia z Tobą!
Dlaczego uciekam przed tą cichością i pozornym nierobieniem niczego? Łatwiej jest mi robić, działać niż się zatrzymać. Czyżbym przeczuwał, że mój bezruch, stanięcie w miejscu mogą zdemaskować głęboko skrywaną bezradność? Mogą zdemaskować także pozorną zdolność do zapobiegania wszystkiemu, co złe wokół siebie, pozorną zdolność do rozwiązywania problemów, zaradzania trudnym sytuacjom. Gdy daję, gdy robię, gdy mówię – zachowuję kontrolę, wyższość. Mam coś do dania, do powiedzenia. Moja wartość „powiększa się”. A jednak gdzieś podskórnie przeczuwam, że najtrudniej jest mi po prostu być z Tobą zarówno na modlitwie jak i w drugim człowieku, szczególnie wtedy, gdy nic po ludzku nie mogę ofiarować, gdy przeżywam swoje strapienie. I wtedy najbardziej pragniesz mojej obecności. Chcesz, żebym po prostu był z Tobą. Bym nie uciekał przed bólem bezradności. Chcę uwierzyć, że to ma sens, tak samo jak miał sens powrót syna marnotrawnego. Cieszysz się, że na powrót jest z Tobą. Cieszysz się, gdy wracam ze świata hałaśliwego działania i aktywizmu i po prostu odkrywam pełnię życia w byciu z Tobą, które mnie oczyszcza i uzdrawia. Cieszysz się, gdy dobry łotr jest z Tobą w ostatniej chwili Twego życia, gdy Ci towarzyszy, gdy Cię adoruje na drzewie krzyża, choć zewnętrznie już nic nie może uczynić .
Panie, proszę udziel mi łaski powrotu do Ciebie, przylgnięcia do Ciebie całym sobą bez niepotrzebnego działania i zagonienia. Proszę daj mi odczuć sens bycia z Tobą nawet, gdy oznacza to ból bezradności i ludzkiego poczucia bezsensu. Ucz mnie by wszystkie moje działania, pragnienia i postanowienia wypływały z chęci towarzyszenia Ci i adorowania Cię, w Twojej cichej obecności w moich braciach i siostrach, we mnie samym. Tylko wtedy będę miał udział w autentycznym dobru, które przetrwa próbę czasu. Tylko wtedy będę mógł posiąść ziemię i mieć życie w pełni. Proszę, Jezu, cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według serca Twego!