A więc świat jest godzien miłości, miłości Boga i mojej miłości. Ale jak mam rozumieć miłość do świata? Przecież świat kojarzy mi się przede wszystkim z tym, co złe, co jest przeciwne Tobie i Twej miłości, co sprzeciwia się Twej woli.
Świat to wszystko co mnie otacza: przyroda, ludzie, wydarzenia i sytuacje z codzienności mego życia, rzeczy materialne, które zostały mi dane do dyspozycji. To obszar mojej egzystencji, mojego istnienia i działania, to również czas. Tym obszarem był pierwotnie raj. Dzisiaj to świat skażony grzechem i w konsekwencji cierpieniem i niedoskonałością, które wywołują ból w przeżywanych przeze mnie relacjach. A jednak umiłowałeś świat, nie odwróciłeś się od swego pierwotnego zamysłu stworzenia człowieka i świata z miłości i dla miłości. Gdy człowiek wystąpił przeciw Tobie, Ty się nie poddałeś, nie uznałeś, że zamysł był zły. Nie pozostałeś z założonymi rękoma i nie pozostawił mnie samego z konsekwencjami moich jakże często złych wyborów. Z miłości do tego świata dałeś swego Syna. Po co? By nauczył nas wszystkich patrzeć na nowo na świat, który człowiek znienawidził po grzechu pierworodnym.
Boże, ileż we mnie skrywanej nienawiści i agresji do świata, w którym jest tyle niesprawiedliwości, zła i zawiści! Boże, i Ty chcesz, abym Cię naśladował w miłości do tego świata? A więc żądasz ode mnie, bym uznał, że jest to jedyne, realne miejsce, w którym mam być szczęśliwy kochając innych, przebaczając im, szanując ich mimo tego, że sam zostałem tylekroć zraniony, a może nawet poniżony? Mam kochać ten świat, choć może sam nie otrzymałem wystarczającej miłości i wsparcia od moich rodziców, moich bliskich? Mam kochać ten świat, chociaż zostałem zdradzony, upokorzony? Co więcej mam kochać ten świat, choć sam ranię innych czyniąc to, czego nie chcę? Czy ta miłość jest wogóle możliwa? Gdy patrzę na Twego Syna wydaje mi się, że to, co mi proponujesz przerasta moje ludzkie siły, mój sposób pojmowania, moją cierpliwość, moją wytrzymałość. A jednak gdzieś w głębi swego serca wiem i czuję całym sobą, że to jedyna droga do szczęścia, choć nie takiego, jak to sobie wyobrażałem.
A więc przypominasz mi, Boże, że w mym sercu toczy się walka o miłość do świata, o miłość do tego, co Ty sam umiłowałeś. Stanąć po Twojej stronie to nic innego jak zaakceptować tę rzeczywistość, którą mi dałeś, choć jest ona tak bardzo niedoskonała. Pokochać ten świat, to przyjąć go jako dar Twej miłości. Nie umiem tego teraz pojąć i zrozumieć. Pewnie wyjaśnisz mi to wtedy, gdy spotkamy się twarzą w twarz. Ale wiem, że to moje powołanie, to droga do Ciebie. Wiem, że to droga mojej walki w wierze, a walczyć i ginąć można tylko za to, co się kocha.