Czytelnia: Rozważania
Boga narodzenie
(…) moje obecne życie jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie (Ga 2, 20)
 |
Ileż we mnie małostkowości! Ileż we mnie pochowanych gdzieś głęboko w serca zakamarkach żali, urazów, niechęci, pretensji, nieprzebaczenia. Aż trudno mi w to uwierzyć! A jednak jest tego sporo. Uzbierało się. Wiem o tym, bo czuję ile bólu w sercu. Jak bardzo mnie one zatruwają i nie pozwalają widzieć Twej hojności, która objawia się przez innych.
A ja cały czas aż do znudzenia powtarzam ten sam refren: że tego nie mam, że tego mi nie dałeś, że o tym zapomniałeś. Że najlepiej, to gdybym słonia na łańcuchu dostał. Choć gdzieś podskórnie czuję, że i wtedy bym nie uwierzył, że jestem dla Ciebie ważny i kochany. Ale serce powtarza dalej swoje: żeby mieć wszystko, czego zapragnę. By móc rządzić, decydować, by po prostu w końcu kimś być. I nawet potrafię się sobie takim wyobrazić, ale wtedy na szczęście strach skacze do gardła bo przychodzi świadomość, że chciałbym… mieć kamienne serce. Bo tylko z takim nieczułym sercem można by być kimś takim. Inaczej by się nie dało.
Ileż we mnie małostkowości! Cze mu nie pozwalam by inni kochali mnie tą swoją zwykła małą wielką miłością? Czemu nie wystarcza mi to, co otrzymuję od innych: rodziców, bliskich, przyjaciół, a czasem zupełnie mi nieznajomych ludzi? Czemu? Bo wciąż chciałbym więcej i więcej. Bo chciałbym wszystko, dlatego nie wystarcza mi to, co mam. Ileż we mnie z kapryśnego dziecka. Trzeba mi się z nim dogadać, wytłumaczyć, pokazać, że ma więcej niż mu się zdaje. Trzeba je przekonać, że nie można mieć wszystkiego, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Mogę się z nim porozumieć tylko łagodnością, nie trzeba go strofować i karcić.
Gonić za wszystkim, to stracić to „niewiele”, które co dzień otrzymuję. To także odważyć się kochać innych właśnie tak zwyczajnie, tak po małemu, tak po ludzku, tak niedoskonale. To także uwierzyć, że to, co wydaje mi się tylko kroplą tego, co mogę dać, dla drugiego może znaczyć znacznie więcej niż mi się zdaje.
Czas wyjść z jaskini ideałów. Czas wkroczyć w rzeczywisty realny świat i zacząć w nim żyć, bo tylko tu jest życie, choć takie niedoskonałe. Tylko tu jest drugi człowiek, tylko tu jesteś Boże i przychodzisz do mnie rodząc się w Betlejem - maleńkie, słabe Dziecko. Boga narodzenie. Tak, pragnę tego dla mego serca. Pragnę tego, dla tych, którzy Cię jeszcze nie poznali.