|
Strona 15 z 24 Czytelnia: Rozważania Dom życiaNie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale (Łk 7, 21.24)

|
Kiedy stają przede mną różne ważne decyzje do podjęcia staram się, Panie Jezu, zrozumieć to, czego chcesz ode mnie. Gdy jednak głębiej przyglądam się temu, co kryje się za moimi pragnieniami podjęcia właściwych i dobrych decyzji, to ze zdumieniem odkrywam, że w moich motywacjach jest wiele pragnień przyziemnych – chociażby to, bym został przez innych zauważony, dostrzeżony, doceniony, by to, co zamierzam uczynić wypadło jak najlepiej, bez zarzutu. I często do tych motywacji dołączam jeszcze swoje jakże pobożne „Panie, Panie!”. Może nawet potrafię przekonać samego siebie, że te moje pragnienia dobrych wyborów są dla Twej chwały. Czemu jednak we mnie tyle wewnętrznego zamieszania, niepokoju i zatroskania o to, co się stanie dalej? Tyle niepewności o przyszłość, o to, co dalej? Czemu tak trudno podjąć mi decyzję, być jej wiernym, wypełnić ją do końca, a resztę pozostawić Tobie? Czemu tak trudno dać mi miejsce Tobie w moich planach, decyzjach, zamiarach i czynach?
Wyczuwam gdzieś w głębi mego serca kryjący się we mnie niepokój i strach. I wtedy odkrywam ze zdziwieniem, że przecież by podjąć właściwą decyzję, by dobrze rozpoznać to, co mam uczynić dla Ciebie, dla innych, dla siebie winienem najpierw upewnić się, że buduję swe życie na skale. Że dom mego życia stawiam na Tobie. To znaczy, że opieram swe życie w samej jego istocie na Twojej woli, której dałeś wyraz, gdy postanowiłeś stworzyć mnie z miłości i dla miłości. Może wiele z moich życiowych problemów, zmartwień, a nawet trudności w podejmowaniu tych wielkich i tych małych decyzji wynika właśnie z tej niepewności co do Twej miłości do mnie? Może to jest mój główny problem? Jakże można żyć, decydować o sobie, brać na siebie odpowiedzialności dnia codziennego, a ostatecznie odpowiedzialność za całe swe życie, gdy brak poczucia miłości, gdy brak oparcia na fundamencie Twej miłości? Czasem wydaje mi się, że przecież mogę zostawić tę kwestię nierozwiązaną. Czasem ulegam ułudzie, że przecież by żyć wystarczy pracować, modlić się, chodzić do Kościoła, poprawnie układać swoje relacje z innymi. I gdy tak „spełniam” Twą wolę żyjąc z dnia na dzień, uciekając przed Twą miłością, nie dając Ci szansy byś mnie pokochał z tym wszystkim kim jestem, odkrywam czający się gdzieś we mnie smutek i przygnębienie. Odkrywam, że brak mi skały, na której mógłbym pewnie stanąć, odkrywam niepełność i niepewność mego życia.
A Ty wciąż zachęcasz mnie bym spełniał wolę Ojca, tak jak Ty ją wypełniłeś. Ty, który całkowicie powierzyłeś się Ojcu, który całkowicie wypełniłeś Jego słowa, bo przecież do końca mnie umiłowałeś umierając za mnie na krzyżu i… zmartwychwstając. Ilekroć brak mi fundamentu Twej miłości tylekroć to, co uczyniłeś gorszy mnie i odstrasza, budzi strach. Gdy jednak pozwalam całym sobą usłyszeć Ciebie, Twoją miłość, widzę, że moje życie zyskuje fundament, pewny punkt odniesienia, na którym mogę oprzeć wszystkie moje sprawy, decyzje i czyny. Wtedy napełniasz me serce radością, której świat dać nie może. Wtedy Ty i Twoja miłość staje w centrum mego życia, a ja wraz ze swoimi troskami mogę usunąć się w cień i już bez lęku podejmować to, co wcześniej mnie przerażało i wydawało mi się niemożliwe.
Gdy przyglądam się wstecz swemu życiu dostrzegam te wspaniałe chwile łaski, gdy doświadczałem Ciebie jako fundamentu mej osoby, gdy z radością potrafiłem spojrzeć w przyszłość, choć nie wiedziałem, co mnie czeka.
Panie, naucz mnie trwać przy Tobie i w Tobie, naucz mnie przyjmować tę miłość, którą mnie kochasz, naucz mnie kontemplować jej konkret i naśladować ją w swoim życiu i na niej opierać wszystkie moje decyzje i czyny. Pomóż mi kontemplować Cię rozpiętego na krzyżu. Udziel mi łaski rozmawiania z Tobą wiszącym na krzyżu i pytania się Ciebie, jak Ty, będąc Stwórcą, do tego doszedłeś, że stałeś się człowiekiem i przyjąłeś mękę i śmierć dla mojego Zbawienia.
|