Czytelnia: Rozważania
Troski
Nie troszczcie się tedy o dzień jutrzejszy: jutro zatroszczy się samo o siebie. Każdy dzień ma dosyć swojego strapienia (Mt 6,34)
 |
Właśnie przystanąłem na chwilę, zatrzymałem się w moim życiu. Od tak dawna biegnę w nim, gonię za czymś tak bardzo, że zaczynam się gubić. Kiedy patrzę wstecz, to widzę, że przecież biegłem, działałem, angażowałem się w dobrych sprawach, dla dobra innych, Boga, czasem dla swojego osobistego dobra. Czemu jednak we mnie tyle zamieszania, niepokoju, bałaganu. Czyżby posługa dobru miała we mnie wywoływać tyle zamętu? Starałem się troszczyć o wiele dobrych spraw i rzeczy. I w tym zatrzymaniu odkrywam, że chciałem być we wszystkim. Chciałem pomóc wszystkim. Chciałem być za wszystko odpowiedzialny. Chciałem być na pierwszym miejscu. Chciałem, aby to mnie zauważano, aby to mnie oddawano chwałę, aby to mnie chwalono, nie Ciebie. Czuję się zadziwiony, że to wszystko czyniłem będąc przekonanym, że to dla Ciebie. Goniąc za dobrem zatraciłem dobro swej własnej duszy. Zgubiłem wewnętrzny pokój, opanowanie, dystans. Zamiast tego wystarczyło jedno słowo, spojrzenie, gest, bym poczuł się zagrożony w swoim tworzeniu dobra. No właśnie w swoim i może tylko w swoim.
Gdy patrzę wstecz widzę, że z trosk zbudowałem mur, który więził me serce. Gdy teraz patrzę wstecz widzę jak bardzo obciążyłem swe serce zbędnymi troskami, odpowiedzialnością, która przynależy się Tobie. Widzę, że tak naprawdę chciałem zająć Twoje miejsce. Stać się wszech..., omnipotężnym. Może nie w skali całego świata, ale w skali mojego własnego świata, w którym żyję na codzień: moich codziennych sytuacji – tych, które mogę przewidzieć i tych, które mnie zaskakują, moich codziennych relacji – z najbliższymi i z nieznajomymi, moich codziennych przeżyć – tych wygodnych i tych, które chciałbym usunąć z mego życia. Mój mały świat, w którym mogę być panem troszcząc się o wszystkich i o wszystko, obciążając w ten sposób swoje serce zbędnymi troskami. I jakże często w tej swojej nadodpowiedzialności zapominam o tych małych rzeczach, od których zależy zbawienie mej duszy. O chwili zatrzymania się, refleksji, zamodlenia, wdzięczności, że mnie stworzyłeś, że jesteś tak wyrozumiały i miłosierny dla mnie. O chwili wzruszenia, spotkania się ze swymi najgłębszymi i tymi mniej głębokimi poruszeniami serca. O chwili szczerej rozmowy z przyjacielem. O tych różnych chwilach bezproduktywnych, tzw. zmarnowanych, które jednak karmią moją duszę i uczą mnie pokładać ufność w Tobie.
Więc, Panie, zatrzymuję się i patrzę na świat wokół mnie. To wszystko działa i porusza się beze mnie. Nie jestem konieczny, nie jestem potrzebny, gdy jestem tak zaganiany. Jakże często wprowadzam bałagan i zamieszanie do tego świata. A on potrzebuje wyciszenia, zatrzymania się, wewnętrznej harmonii, pokoju, który możesz dać Ty, nie ja.
Podnoszę głowę. Patrzę na ptaki, wsłuchuję się w szum traw, liści i drzew. Patrzę na ludzi wokół siebie i czuję w sobie ogromną wdzięczność, że nie muszę już biec. Że mogę się zatrzymać i spotkać Ciebie. Że mogę się zatrzymać i Twoim słowem posilić me skołatane serce. Dziękuję.