|
Strona 20 z 24 Równość Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście (Mt 23, 8) Jak wiele wojen, ludzkich tragedii w świecie rodzi się z nierówności: z nierównego traktowania się społeczeństw, krajów – gdy jedno państwo chce dominować nad drugim. Jak wiele problemów i zła rodzi się w rodzinie, gdy mąż chce panować nad żoną lub na odwrót, gdy żona chce panować nad mężem. Jak wiele problemów rodzi się gdy rodzice chcą panować nad dziećmi, choć te są już dorosłe i żyją własnym życiem. Jak wiele problemów i zła rodzi się, gdy dzieci chcą panować nad rodzicami choć nie mają ku temu powodów, gdy wyrzucają rodziców do domu starców, wyrywają ich z korzeniami z miejsca, w którym żyli od lat. Jak wiele zła rodzi się w nas, gdy chcemy zapanować nad drugim człowiekiem, gdy nie dostrzegamy tego, że możemy ze sobą rozmawiać, pytać się i starać się siebie zrozumieć, ze swoimi potrzebami i pragnieniami, zamiast sobie rozkazywać czy zamiast siebie karać lub wynagradzać. Tylko dialog prowadzi do spotkania. Drugi człowiek jest mi dany i zadany, ale nigdy nie wolno mi go lekceważyć a przede wszystkim próbować nad nim zapanować. Nie wolno mi też pozwalać na to, by inny panował nade mną. Moje serce jest zastrzeżone wyłącznie dla Ciebie Panie, dla Twej miłości: „Będziesz miłował swego Boga z całych swoich sił, z całego swego serca, a bliźniego swego jak siebie samego”. Ilekroć wpadam Panie, w pułapkę rządzenia drugim lub pozwalania by ktoś rządził mnie przyczyniam się do tworzenia nierówności. Staję po stronie niesprawiedliwości, siebie stawiam w miejscu zarezerwowanym dla Ciebie, gdy sam chcę rządzić drugim człowiekiem lub po prostu innego człowieka traktuję jak Boga, idealizuję go, gdy pozwalam by mną rządził. I gdy tak się dzieje popadam w niewolę władzy. Moje serce przestaje być wolne. Zaczynam upatrywać wokół siebie tylko wrogów. Moje serce zostaje ściśnięte kleszczami władzy z której ja sam robię egoistyczny użytek lub pozwalam, by ktoś tak postępował bojąc się wyraźnie i otwarcie powiedzieć „nie!”. Panie, proszę Cię dziś byś nauczył mnie żyć jak równy pośród równych. Jak brat pośród braci i sióstr. Proszę, daj mi zrozumieć i przyjąć błogosławieństwo braterstwa, którego Ty uczyłeś i nadal uczysz przez Ducha Świętego. Naucz mnie nie oceniać innych, nie potępiać i nie szufladkować. Naucz mnie także korzystać z praw, które mi dałeś w darze. Przede wszystkim z prawa do życia w godności. Z prawa do bycia sobą takim, jakiego mnie stworzyłeś, choć nie wszystkim to się będzie podobać. Z prawa do swoich indywidualnych emocji, przeżyć, mojej własnej wrażliwości, sposobów przeżywania świata wokół mnie, z prawa do swojego własnego rytmu. Wiem, że mam prawo z tego wszystkiego korzystać dla autentycznego dobra innych i swojego własnego. Wiem, że tego właśnie ode mnie chcesz, bo jak inaczej miałbym uwierzyć, że kochasz mnie takim, jakim jestem? Wiem, że władza niszczy. Wiem, że gdy nie żyję jak równy pośród równych to wikłam się w zło: albo odrzucam siebie, albo neguję i odrzucam innych. Wiem, że gdy nie żyję jak równy pośród równych podsycam moje obsesje i demony, które mnie niszczą. Wiem, że chcesz mi pokazać jak bardzo mnie kochasz i że dlatego mogę zrezygnować z tego, co jeszcze do niedawna wydawało mi się absolutnie konieczne do życia, do istnienia. Panie, daj mi jedynie miłość Twą i łaskę, łaskę braterstwa, która przecież nie jest niczym innym jak łaską dostrzegania Ciebie żywego w moich braciach i siostrach. Daj mi także to, co wiesz, że jest mi najbardziej potrzebne. Naucz mnie kochać innych i naucz mnie cieszyć się miłością, którą okazują mi inni. Naucz mnie Panie żyć miłością i przyjaźnią opowiadając się przeciw nierówności. Naucz mnie tego Panie!
|