|
Strona 23 z 24
Nie lękaj się! Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną (Ps 23, 4) | Powracam jeszcze raz do Adama i Ewy. Przyglądam się ich pierwszej reakcji na popełnione przez nich zło. Tą reakcją jest lęk: ukrycie się przed Tobą Boże, ze strachu przed karą, przed Twoją reakcją, a może także z powodu lęku przed złem, które odkrywają w samych sobie. Tak, to ważna prawda: boję się zła, które jest we mnie. Boję się nie tylko zła, które mogą mi uczynić inni, które może mi się przydarzyć z powodu niedoskonałości tego świata, ale także z powodu mojej niedoskonałości, którą w sobie noszę. Moją ciemną doliną są te wszystkie sytuacje, gdy dotykają mnie konsekwencje złych wyborów, myśli, decyzji i czynów dokonanych czy to przez innych, czy to przeze mnie samego. Czyż największym moim lękiem nie jest lęk przed samym sobą? Przed swoją własną niedoskonałością, własną nieodpowiedzialnością i moim własnym błądzeniem? Może najbardziej lękam się siebie samego? A jeśli tak jest to muszę się lękać także Ciebie, który odważyłeś się mnie takim niedoskonałym stworzyć. Dlaczego to uczyniłeś, Panie Boże? Dlaczego tak bardzo zaryzykowałeś? Dlaczego dopuszczasz te sytuacje, w których mogę skrzywdzić nie tylko siebie samego ale i także innych? Przecież wiesz, że często tego nie chcę, a jednak tak, jak św. Paweł czynię to, czego nie chcę. Ty jednak nie odwracasz się ode mnie. Pokazujesz mi, że sama wiedza, której pragnęli Ewa i Adam, wiedza pochodząca z drzewa poznania dobra i zła nie wystarcza. Zły duch wie, że istniejesz, wie, że jesteś dobry. Wie też, że on sam jest zły. A jednak ta wiedza jeszcze bardziej ugruntowuje go w jego buncie przeciw Tobie i mnie. Sama wiedza nie wystarcza. Wiedza o tym, co dobre a co złe może wywołać lęk, tak jak wywołała go w Adamie i Ewie. Potrzeba jeszcze łaski. I przynosisz mi tę łaskę przez swego Syna Jezusa Chrystusa. On ukazuje mi pełnię Twej dobroci dając mi łaskę przyjęcia Cię jako mego najlepszego i najbardziej wyrozumiałego Ojca. To nie wszystko. Uczy mnie ponadto kochać mnie takiego jakim jestem. W tej perspektywie odkrywam korzenie swego lęku. Mój lęk bierze się z przypatrywania się temu, co złe czy to we mnie, czy w innych, czy też w otaczającej mnie rzeczywistości. Kiedy mój wzrok dostrzega zupełnie poprawnie zło, wtedy ogarnia mnie lęk. A myśli, które się we mnie kłębią są niezwykle logiczne i poprawne. Jedynie serce podpowiada mi, że nie chce takiego spojrzenia, że to nie cała prawda. I wtedy wiem, że mogę otworzyć się na łaskę pokoju, Twojego pokoju. Mogę uwierzyć w dobro, które we mnie składasz. Mogę uwierzyć w miłość, którą do mnie czujesz niezależnie od tego czy grzeszę czy robię coś dobrego. Bo ona jest większa od mojego zła. Pokój, który mi ofiarujesz to spojrzenie w głąb Twego miłującego, miłosiernego i przebaczającego serca. Napełnionego zelżywością, które się nie gniewa, nie pamięta złego, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję... Patrzę w głąb Twego serca, przyglądam się temu, jak potrafisz i chcesz mnie kochać takim, jakim jestem i odczuwam pokój i radość. Nic więcej nie potrzebuję. I widzę jak z ciemnej doliny wyprowadzasz mnie na zielone łąki Twego pokoju. Panie, proszę usuń mój lęk, niepewność i strach. Pokaż mi, że nie jest najważniejsza moja ocena siebie. Dobrze wiesz, że jestem trochę dobry i trochę zły. Proszę przyjmij mnie właśnie takim. Pozwól, żebym nie musiał już się troszczyć o swoją dobroć, o wymazywanie swoich grzechów i błędów. Po prostu proszę, byś uwolnił mnie ode mnie samego. Możesz to uczynić, bo przecież to właśnie Twoja miłość mnie stworzyła i tylko ona może mnie ocalić, nawet przede mną samym. Panie Boże, proszę Ty sam bądź moim pokojem.
|