|
Strona 7 z 24 Czytelnia: RozważaniaStrapienie
Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Mk 8, 34)
 |
Czasem odczuwasz strapienie, które pozostawia cię zmęczonym i zniechęconym. Mogą być tego różne przyczyny, ale zatrzymaj się i zastanów czy przypadkiem nie jest ono spowodowane twoją niechęcią w podejmowaniu swoich codziennych obowiązków, trudów, prac. Może po prostu uciekasz przed swoim krzyżem. To wcale nie musi być wielkie męczeństwo, wielka ofiara – twoim krzyżem mogą być twoi bliscy, twoje skromne obowiązki i zobowiązania. Bo przecież chodzi o wierność Bogu w małych rzeczach. I stąd właśnie może się w tobie rodzić smutek, apatia, poczucie nieustannego zmęczenia wynikające z patrzenia na te małe lub większe trudności, czy nawet przeciwności losu wyłącznie swoimi oczyma. To tak jakbyś w tym wszystkim widział tylko to, co cię przygniata, co ci nie pozwala się rozwinąć. A przecież istnieje jeszcze inny sposób przeżywania codzienności i tego, co w niej trudne i nieprzyjemne. To po prostu potraktowanie ich jako krzyża, podjęcie ich z nadzieją i ufnością, że skoro pochodzą od Boga, to przecież ostatecznie prowadzą nie do smutku, zniechęcenia czy śmierci ale do zmartwychwstania. Pamiętaj, że odrzucając krzyż, a więc odrzucając swoją codzienność w swoim wymiarze heroizmu, wytrwałości i poświęcenia dla innych odrzucasz zarazem owoce zmartwychwstania: radość, pokój, łagodność, opanowanie, cierpliwość... Te dary są owocem wysiłku, trudu i cierpliwości.Krzyż przeraża jeśli się patrzy na niego po swojemu, bez Boga. I właśnie do tego kusi nas zły przekonując, że to już wszystko, że za krzyżem nie kryje się zmartwychwstanie, prawdziwe i nowe życie w radości. Pokazuje i piętrzy przeciwności, trudności odbierając radość. Istnieje również prawdziwa radość znana tym, którzy z ufnością przyjmują cierpienia: właśnie pocieszenie i pokój pośród cierpienia. To do Ciebie należy decyzja jak chcesz przeżywać swoje życie wraz z trudnymi i bolesnymi sytuacjami. Czy chcesz się czuć przytłoczonym i przywalonym ciężarem krzyża jak Szymon Cyrenejczyk, czy chcesz go nieść i pomagać w tym innym jak Matka Teresa z Kalkuty. Ten sam krzyż, a jakże inaczej niesiony: już nie ze spuszczoną głową, nie w poczuciu wstydu i z chęcią zrzucenia go jak najprędzej, ale w doświadczeniu pomagania samemu Chrystusowi żyjącemu w drugim, w poczuciu wewnętrznego pokoju pomimo piętrzących się trudności i cierpień. Tak wiele sposobów na niesienie krzyża. W jaki sposób ty chcesz nieść swój krzyż?
|